Choroba psychiczna

Oprócz dostępu do alkoholu kolejnym, powszechnie występującym czynnikiem ryzyka w przypadku uzależnienia alkoholowego jest choroba psychiczna. Pani Brown zaczęła pić w sposób prowadzący do uzależnienia, kiedy chorowała na depresję. Czuła się samotna, była pogrążona w żałobie, a taka sytuacja w przypadku osoby, która nie jest wyraźnie genetycznie obciążona, może prowadzić do szybkiego uzależnienia. Inną chorobą psychiczną, która może prowadzić do nadmiernego picia i ryzyka uzależnienia, jest psychoza maniakalno-depresyjna, charakteryzująca się fazami euforii i towarzyszącymi im okresami intensywnego picia. Większe ryzyko uzależnienia alkoholowego występuje także u dorosłych, którzy byli wykorzystywani seksualnie w dzieciństwie. Kolejnym czynnikiem, który może zwiększyć ogólny poziom ryzyka, jest zaburzenie osobowości tak jak w przypadku Jacka Mullinsa. Antyspołeczne cechy jego osobowości tkwiły u podstaw jego lekkomyślnego picia, beztroskiego stosunku do następstw picia alkoholu i łatwości, z jaką dopuszczał się kradzieży, byle tylko zdobyć fundusze na swój nałóg. Są dowody potwierdzające pewną wspólną genetyczną predyspozycję, która być może leży u podłoża współwystępowania tego typu „narwanego” picia, zaburzenia osobowości i skłonności przestępczych u młodego, wcześnie uzależnionego od alkoholu mężczyzny – jak w przypadku Jacka. Fundamentalny wkład w ten kierunek badań wniósł amerykański genetyk Robert Clohinger.

Przyzwyczajenia

Jeśli chodzi o bardziej indywidualne aspekty środowiskowe, czynniki takie jak zwyczaje związane z piciem alkoholu we własnej rodzinie, praca, czas wolny, środki pieniężne, jakimi się dysponuje, oraz przyzwyczajenia partnera i przyjaciół związane z piciem – wszystkie one mogą chronić lub sprzyjać takiemu poziomowi i stylom picia, które narażają na większe lub mniejsze ryzyko uzależnienia. Co się tyczy przedstawionych wyżej czterech historii przypadków, prawdopodobnie w uzależnieniu alkoholowym Jacka Mullinsa swój udział miał ojciec alkoholik i nadużywający alkoholu przyjaciele. Przypadek pana Greena to ewidentny przykład picia, któremu sprzyjało najbliższe otoczenie przez lata tolerujące, a nawet sprzyjające nadmiernemu piciu. Nic dziwnego, że wskaźnik zachorowalności na marskość wątroby jest u pracowników pubów piętnastokrotnie wyższy od średniej krajowej. Dostęp do alkoholu to prawdopodobnie dominujące wyjaśnienie tego odkrycia, możliwe jest jednak, że ludzie ze skłonnością do picia szukają pracy w pubach albo w jakiś inny sposób umyślnie dążą do sytuacji, kiedy alkohol jest łatwo dostępny. Patrick Fitzgerald miał zapewne silną genetyczną predyspozycję do uzależnienia od alkoholu (ojciec i wujkowie), choć fakt, że pracował jako robotnik budowlany także miał w tym wypadku duże znaczenie.

Uzależnienie

Różnorakie wyniki badań potwierdzają dziś twierdzenie, że jest jakiś genetyczny czynnik predysponujący do uzależnienia alkoholowego. Paradoksalnie jednak z badań genetycznych wynika, że samymi genami nie da się wyjaśnić wszystkich przyczyn tego typu uzależnienia. Problemy alkoholowe przekazywane są rodzinnie, choć w świetle dzisiejszych dowodów najbardziej prawdopodobne wytłumaczenia tego odkrycia odwołują się zarówno do natury, jak i wychowania. Genetyka może przekazać danej jednostce skłonność do uzależnienia alkoholowego, ale nawet w przypadku silnego obciążenia genetycznego prawdopodobnie potrzeba wpływów zewnętrznych, aby podatność ta stała się rzeczywistością. Przyjrzyjmy się niektórym, nie mającym związku z genetyką, czynnikom, które mogą tłumaczyć powody, dla których niektórzy pijący alkohol wpadają w uzależnienie, kiedy inni (nawet jeśli są bliźniętami jednojajowymi) – nie. Pierwszym środowiskowym czynnikiem ryzyka, który potęguje podatność na uzależnienie od alkoholu, jest łatwy i długoletni dostęp do najróżniejszych gatunków alkoholu. Nawet będąc wyraźnie obciążonym genetycznie, nikt nie uzależni się od alkoholu na bezalkoholowej pustyni. Jeżeli jednak żyć i pracować będzie w miejscowości słynącej z destylami whisky, z dostępem do alkoholu w nieograniczonych ilościach, ryzyko pojawienia się problemu alkoholowego wzrośnie. Dostęp do alkoholu, a tym samym ryzyko uzależnienia będą większe wszędzie tam, gdzie jest on tani i nieograniczony, albo w kulturze, która z pobłażaniem traktuje jego nadużywanie. W ostatnich latach zmieniły się wskaźniki zachorowalności na marskość wątroby w krajach Europy i różnią się o znaczne wartości. Te same cechy społeczne i kulturowe, które dają w rezultacie różne krajowe wskaźniki zachorowalności na marskość wątroby, podobnie wpłyną na ryzyko uzależnienia alkoholowego.

Grupy kontrolne

Duża część badań wskazuje, że dzieci alkoholików, które badane są u progu dorosłości albo wieku, kiedy istnieje prawdopodobieństwo rozpoczęcia ostrego picia, podczas kilku laboratoryjnych pomiarów uzyskują na ogół wyniki, które wyróżniają je spośród innych grup kontrolnych. Na przykład u większości ludzi dawka alkoholu powoduje większe kołysanie ciała i niepewny chód. Amerykańskie badania opublikowane przez Marca Schuckita w 1985 roku wskazują, że dorosłe dzieci alkoholików, zanim jeszcze zaczną intensywnie pić, mają „wrodzoną odporność” na ten efekt. Płynie stąd wniosek, że przekazywana genetycznie zdolność do przystosowania się lub „uodpornienia” na ten fizjologiczny efekt „kołysania” po spożyciu alkoholu może być markerem skłonności do uzależnienia alkoholowego. Często można zaobserwować, że niektórzy ludzie pocą się i silnie czerwienią na twarzy po wypiciu nawet niewielkiej ilości alkoholu. W ten sposób przejawia się genetyczna wada w metabolizmie alkoholu, której skutkiem jest nagromadzanie się aldehydu octowego, związku organicznego, stanowiącego pośredni etap jego dalszego rozkładu w organizmie. Tacy „osobnicy o czerwonych twarzach” pojawiają się sporadycznie w całej populacji, jakkolwiek cecha ta powszechnie występuje u Japończyków. Wada ta daje niejakie zabezpieczenie przed uzależnieniem alkoholowym. Ale osobnicy prawdziwie zdeterminowani pić będą mimo tej uciążliwej dla nich przeszkody, a w ostateczności poproszą o przepisanie antyhistaminy.

Cecha rodzinna

Bez względu na stan będący przedmiotem badań stwierdzenie, w jakim stopniu wszelka zaobserwowana „cecha rodzinna” wynika z natury, a w jakim z wychowania, jest sprawą dla genetyka. Metody, opracowane w związku z badaniem alkoholizmu, obejmują badania nad bliźniętami porównujące wskaźnik występowania problemu wśród bliźniąt jedno- i dwujajowych. Jeżeli występuje znacząca genetyczna predyspozycja do problemu alkoholowego, wskaźniki zgodności (oboje z bliźniąt będą mieli problemy z piciem albo nie) powinny być wyższe w przypadku pary bliźniąt jednojajowych, i taki też jest na ogół (choć nie zawsze) wynik. Na przykład w badaniach przeprowadzonych w Szwecji w 1960 roku, omówionych przez Lennarta Kaij, 71 procent bliźniąt jednojajowych w równym stopniu cierpiało na „chroniczny alkoholizm”, podczas gdy dotyczyło to tylko 32 procent bliźniąt dwujajowych. Kolejna strategia, stosowana przez genetyków, polega na porównaniu wskaźników występowania problemu picia u dorosłych dzieci alkoholików, które we wczesnym dzieciństwie zostały przekazane do adopcji, ze wskaźnikami w różnych grupach kontrolnych. Jeżeli słuszna jest hipoteza, że problemy z piciem są do pewnego stopnia zdeterminowane genetycznie, te adoptowane dzieci powinny nadal – kiedy już dorosną – być zagrożone ryzykiem wystąpienia problemu alkoholowego, mimo oferowanych przez przybranych rodziców modelów życia w trzeźwości. Pionierskie badania tego typu zostały opublikowane w 1973 roku przez szwedzko-amerykański zespół badawczy kierowany przez Donalda Goodwina. Porównując grupy kontrolne, odkryto czterokrotnie częstsze występowanie „alkoholizmu” u dzieci, które zaadoptowano przed ukończeniem szóstego tygodnia, odbierając je rodzinom, gdzie jeden z rodziców przez pewien czas był hospitalizowany z powodu problemu alkoholowego.

Dlaczego tylko niektórzy pijący uzależniają się od alkoholu, a większość nie?

Problemy z piciem są na ogół cechą rodzinną – dzieci nałogowego alkoholika narażone są na większe ryzyko późniejszych problemów z piciem niż dzieci rodziców, dla których picie nigdy nie było problemem. W obszernym studium amerykańskim, opublikowanym przez Deborah Daw- son i jej kolegów w 1992 roku, zebrano informacje uzyskane w wywiadach od 23 tys. pijących, stanowiących reprezentatywną próbę społeczeństwa. Prawdopodobieństwo wystąpienia problemu alkoholowego wzrosło do 86 procent w przypadku osób, które miały rodzica albo rodzeństwo z takim problemem, a jeśli problem dotyczył także bliskich lub dalszych krewnych – prawdopodobieństwo wynosiło 167 procent. Wyniki te są zgodne z większością innych badań. Dane te wymagają jednak pewnego wyjaśnienia. Rzeczywiście „alkoholizm” przechodzi z ojca na syna, ale w wielu kulturach dotyczy to również zawodu kotlarza, krawca, żołnierza czy marynarza. Dzieci idą w ślady rodziców głównie z powodu kształtowania ról i możliwości, a nie z powodu genów. Być może fakt, że alkoholizm pojawia się w rodzinie, nie bierze się z materiału genetycznego, ale z powodu wpływów rodzinnego domu.

Wkrótce znów piłem na potęgę… znów się pociłem i miałem nudności

Aż do tej chwili nigdy nie piłem rano. Nawet jeśli kładłem się spać, zostawiając niedopitą szklankę whisky – co się często zdarzało – następnego ranka zawsze wlewałem ją z powrotem do butelki. Nie chciałem jej tknąć. To mnie intrygowało – dlaczego rano nie piję? – ale kilku z tych, co mi dawniej sekundowali, mawiało: „To przyjdzie”. Mniej więcej w lipcu czy sierpniu przekonałem się, że w ogóle nie mogę wstać z łóżka. Kiedy stawiałem stopy na podłodze, trzęsły się jak galareta. Pomyślałem sobie: „Jeden łyk postawiłby mnie na nogi” i pociągnąłem z butelki, zrobiło mi się niedobrze, ale po kilku minutach – cudownie! – znów byłem na nogach. To pokazuje, jaki w tym czasie byłem naiwny, choć przecież miałem już wystarczające doświadczenie z piciem – sądziłem, że jeden łyk wystarczy mi aż do lunchu. No cóż, zaledwie od pół godziny byłem na nogach, a już miałem chęć na kolejnego drinka. Kiedy dotarłem do pracy o ósmej rano, myślałem już o następnym. Sklep, w którym się zaopatrywałem, otwierano dopiero o dziewiątej. Jezu, zawsze będę to pamiętał: zlany potem, musiałem czekać aż do dziewiątej. To wtedy zaczęło się moje poranne picie. Mimo to teoria „upatrująca głównej przyczyny w odstawieniu alkoholu” jest jednak dość problematyczna. Mężczyzna, który obudził się ze stopami drżącymi jak galareta, przez dziesięć lat z dużą regularnością wypijał butelkę whisky dziennie, nim wystąpiły u niego objawy odstawienne.

Mechanizmy procesu uzależnienia

Co się przydarzyło tym czterem osobom, których przypadki przed chwilą opisaliśmy, że trwale uzależnili się od alkoholu?
Najprostsze wyjaśnienie brzmi następująco. Łatwo wyrobić w sobie pewien stopień tolerancji na alkohol, pojawia się on nawet u osób pijących towarzysko. Jednak na pewnym etapie rozwoju uzależnienia u osoby intensywnie pijącej objawy odstawienne pojawiać się będą jako swego rodzaju biologiczny rewers tolerancji. Jest to spowodowane tym, że tolerujący alkohol mózg, kiedy jest alkoholu pozbawiony, wykazuje objawy nadpobudliwości związanej z odstawieniem alkoholu (lęk, drżenie itp.). Objawy te powstają wskutek uprzedniej kompensacji uspokajającego działania alkoholu, która teraz – nie napotykając żadnej przeciwwagi -wywołuje niepożądane podniecenie. Analogicznie, osoba, która napiera na drzwi podtrzymywane z drugiej strony przez kogoś innego, wypadnie przez nie, jeżeli przeszkoda zostanie nagle usunięta. Na tym polega stan związany z odstawieniem alkoholu. Zgodnie z tym prostym modelem osoba pijąca, u której rozwinęły się objawy odstawienne, będzie musiała automatycznie powrócić do ciągłego i intensywnego picia, aby uniknąć lub złagodzić objawy odstawienia alkoholu, przy czym cały ów cykl będzie się bez końca powtarzał.

Pijak-włóczęga

Patrick Fitzgerald, lat 36, spędził poprzednią noc, śpiąc na cmentarzu kościelnym. Teraz stał przed kinem i skamlał o pieniądze na „szklankę herbaty”. W każdym mieście natkniemy się na ludzi takich jak on, żebrzących na ulicach, zataczających się w metrze albo pijących w parku z kompanami od butelki. Historia Patricka była typowa. Ojciec i kilku wujków miało poważny problem alkoholowy. W wieku siedemnastu lat przyjechał do Anglii z rodzinnej Irlandii, wędrował po kraju, pracując jako robotnik na budowach, nigdy się nie ożenił, nieduże kwoty pieniędzy wysyłał do domu, resztę przepijał. Był wyzyskiwanym i poniewieranym przedstawicielem najtańszej siły roboczej, nie miał nikogo, kto by o niego zadbał, ani żadnego systemu indywidualnego wsparcia. Z chwilą uzależnienia się od alkoholu wypadł poza nawias społeczeństwa, nieuchronnie zmierzając ku bezdomności. Uzależnienie od alkoholu przybrało u niego postać skrajną, choć pod względem psychologicznym było to takie samo zaburzenie jak w przypadku innych nałogowych alkoholików. Jednak tym, co wyróżniało jego sytuację, była cała masa komplikacji społecznych. Był bez środków do życia, bez pracy, pozbawiony kontaktu z rodziną, często na bakier z prawem, osamotniony i napiętnowany. W świecie bezdomnych alkoholików, do którego trafił, nauczył się umiejętności przetrwania i zdobył kompanów, choć ów świat był zarazem miejscem nieoczekiwanych bójek i kradzieży. Kiedy tak stał na ulicy, żebrząc, słyszał niewyraźne, wywołane alkoholowymi halucynacjami głosy.

Zrujnowany prawnik

Pięćdziesięciokilkuletni, małomiasteczkowy adwokat był w porze lunchu znanym bywalcem pubu nieopodal swego biura. Niskiego, zaniedbanego, czerwonego na twarzy jegomościa można było zastać w ba- rze codziennie, od dwunastej do wpół do trzeciej lub trzeciej, jak siedział z grupką kumpli, nałogowych alkoholików. Ludzie wiedzieli, że pan Green „lubił sobie popijać” i „nie mógł odstawić w połowie niedopitego drinka”, niektórzy mówili o nim za plecami, że to „kawał starego pijaka”. Tolerowano jego zachowanie w stanie nietrzeźwości, ale on i jego praktyka prawnicza zaczęły się chwiać. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że pan Green cierpiał na bardzo poważne uzależnienie alkoholowe, że picie zdominowało jego życie. Jego tygodniowy, dzienny rozkład zajęć przedstawiał się z monotonną regularnością następująco: – pobudka, dygotanie rąk, brak chęci na śniadanie, „nerwy straszliwie stargane”.
8.00 – wsiąść do samochodu, pojechać za róg i tam się zatrzymać, wyjąć butelkę wódki ze schowka na rękawiczki i pociągnąć porządny łyk. – dotrzeć do biura w miarę dobrym stanie, wypić kawę przyniesioną przez sekretarkę, zabrać się do pracy. ok. 10.30 – ryzyko nawrotu dygotania, sięgnąć po butelkę wódki schowaną w szufladzie biurka. Pora lunchu – główna sesja alkoholowa: można się spodziewać, że w ciągu kilku godzin zostanie wypitych 6-8 podwójnych wódek. Popołudnie – pracować dalej mimo zamroczenia alkoholem.

error: Content is protected !!